Radoslav Latal: Nie ma co porównywać Piasta z Legią

- Gdy nie było Macieja Jankowskiego, Barisić i Nespor grali w zasadzie we wszystkich meczach. Po przyjściu Jankowskiego, w ataku zrobiło się ciaśniej, ktoś musi siedzieć na ławce rezerwowych. Tym bardziej, że w ataku grać też mogą Żivec czy Mak. Naszym problemem jest trochę myślenie niektórych zawodników, muszą zrozumieć, że szeroka kadra i rywalizacja o miejsce w składzie to nieodzowny element silnego klubu - mówi w rozmowie z PilkaNozna.pl Radoslav Latal, trener Piasta Gliwice.

Jest pan przesądny, prawda to?
A ma pan coś konkretnego na myśli?

Koszuli, którą dostał pan od klubu, woli pan na mecze nie zakładać, bo podobno przynosi pecha.
Praktycznie przez całą jesień jej nie nosiłem, właśnie z powodu, o którym pan mówi. Pewnego razu, gdy przyjechałem do domu po serii kilku zwycięstw, moja żona powiedziała nawet, żebym założył w końcu coś innego, bo cały czas chodzę w tych samych ciuchach. Nie chciałem nawet o tym słyszeć, koszulka, którą zakładałem na każdy mecz, przynosiła nam szczęście, każde kolejne spotkanie wygrywaliśmy.

Może trzeba coś zmienić w garderobie, żeby Piast wrócił na właściwą ścieżkę.
Może pan być o to spokojny. Nowy t-shirt jest już kupiony, więc jeśli rzeczywiście w tym rzecz, niedługo znów powinniśmy wygrywać.

Jesienią odjechaliście reszcie stawki, nazywano was głównym faworytem do mistrzostwa. Po kilku słabych meczach na wiosnę straciliście pozycję lidera, a kibice w dużej części przesądzili, że mistrzem zostanie Legia.
Pierwsze mecze były w naszym wykonaniu słabe bądź bardzo słabe, co tu dużo mówić, graliśmy po prostu źle. Ale ja mówiłem to już wielokrotnie, pierwszy raz wspominałem o tym jeszcze na początku sezonu: na każdą drużynę w ekstraklasie przyjdzie pora, każda drużyna wpadnie w dołek. Tylko że w naszym przypadku o kryzysie mówić jednak jeszcze nie można. Proszę zauważyć, że porażka w Gdańsku była dopiero piątą porażką w sezonie. Jestem przekonany, że w końcu wrócimy na właściwą drogę.

Jaki jest powód słabszych występów? To zmęczenie po obozie?
Gazety dużo o tym wszystkim piszą, mówi się, że piłkarze są przemęczeni okresem przygotowawczym, ale problem leży zupełnie gdzieś indziej! Problem tkwi w głowach moich zawodników, na pewno nie w nogach, bo pod względem fizycznym są przygotowani znakomicie. W poprzedniej rundzie wygrywaliśmy większość meczów, wiosnę zaczęliśmy słabszym meczem, potem nadszedł kolejny, chłopaki zaczęli za dużo rozmyślać na ten temat, na dodatek wszędzie dookoła głośno jest o tym, że Legia już jest o krok, że zaraz nas wyprzedzi, albo że już nas wyprzedziła, a Piast jest w kryzysie. To na pewno nie pomaga. Powtarzam w szatni, że potrzebujemy jednego meczu, jednego zwycięstwa. Później to wszystko zaskoczy.

Dla większości chłopaków, którymi pan dysponuje, bicie się o mistrzostwo to też zupełnie nowa sytuacja w życiu.
Dokładnie, w zespole mam 20 zawodników, a dla 15 z nich walka w czubie tabeli oraz cała związana z tym otoczka jest zupełną nowością. Nigdy wcześniej tego nie przeżywali i nie wiedzą do końca, jak sobie z tym radzić. A przecież to nie jest proste, presja jest duża, to po prostu trzeba przeżyć i tego się nauczyć. Proszę mi wierzyć - jedyny problem, jaki mamy, tkwi w głowach piłkarzy.

To musi być dla was ciężki moment.
Jest ciężki, ale było jasne, że w końcu nadejdzie.

Nie wpadliście w pułapkę, którą sami na siebie zastawiliście? Dobrymi wynikami podnieśliście poprzeczkę bardzo wysoko. A zasadnicze pytanie brzmi przecież: czy Piast jest klubem, który może już teraz skutecznie bić się z Legią czy Lechem?
Staramy się jak najlepiej wykorzystywać okazję, która nam się przytrafiła. Osiągnięte przez nas na jesień wyniki pozwalają nam teraz być w czołówce. Teraz również gramy o pełną pulę w każdym spotkaniu. Ale w szerszej perspektywie na pewno nie jesteśmy jeszcze zespołem, który można porównywać choćby z Legią Warszawa, Lechem czy Lechią. To kluby, które znajdują się na zupełnie innym poziomie, mają inne budżety. Od samego początku mojej pracy tutaj robię wszystko, żeby zespół był coraz silniejszy.

Zimowe okno transferowe ocenia pan pod tym względem pozytywnie?
Nie straciliśmy podstawowych piłkarzy, udało nam się utrzymać dotychczasową kadrę, a na dodatek wzmocniliśmy się kilkoma ciekawymi transferami. Jesteśmy jeszcze silniejsi, niż jesienią. Aktualnie w kadrze mamy 20 piłkarzy, którzy gwarantują jakość. Teraz Piast jest zespołem, który nie będzie w najbliższym czasie bił się o utrzymanie, spokojnie będzie mógł walczyć w górnej części tabeli.

 

Niemiecka filozofia piłki, którą pochłonął pan w czasach gry w Schalke, ma teraz duży wpływ na to, jak prowadzi pan zespół i czego wymaga od piłkarzy?
W jakimś stopniu na pewno. Na przykład w temacie budowania silnej, szerokiej kadry oraz pracy nad mentalnością zawodników. Gdy przychodziłem do Gliwic, w zespole było około dwunastu piłkarzy, którzy wcześniej regularnie występowali na poziomie ekstraklasy. Zaczęliśmy osiągać bardzo dobre wyniki, w międzyczasie doszło do nas czterech nowych, solidnych piłkarzy, drużyna się wzmocniła. Gracze, którzy dotychczas byli podstawowymi piłkarzami, nagle znaleźli się w sytuacji, w której musieli zacząć się bić o miejsce w pierwszym składzie. To była i jest dla nich nowość, jest ich kilku, na przykład Gerard Badia. Jeśli chcemy wskoczyć na jeszcze wyższy poziom, drużyna składać się musi z wyrównanej, 20-osobowej kadry.

Niektórzy wychodzą z założenia, że im się coś należy z urzędu?
Muszą zrozumieć, że tak nie jest i nie będzie. Rywalizacja napędza rozwój, nikt nie może sobie pozwolić na mniejsze przykładanie się do treningów, bo od razu straci miejsce w składzie. Dobry przykład mamy w formacji ataku. Gdy nie było Macieja Jankowskiego, Barisić i Nespor grali w zasadzie we wszystkich meczach. Po przyjściu Jankowskiego, w ataku zrobiło się ciaśniej, ktoś musi siedzieć na ławce rezerwowych. Tym bardziej, że w ataku grać też mogą Żivec czy Mak. Naszym problemem jest myślenie niektórych zawodników, muszą zrozumieć, że szeroka kadra i rywalizacja o miejsce w składzie to nieodzowny element silnego klubu.

Jest jeszcze jedna sprawa, o którą nie mogę pana nie spytać: czeskie kluby. Jak to się dzieje, że mając porównywalne, a czasem nawet niższe budżety od klubów polskich, osiągają bardzo solidne rezultaty na arenie międzynarodowej, na dodatek często grając w krajowych składach?
W Czechach mamy jeden wielki klub - Spartę Praga, to jest nasz czeski odpowiednik Legii. Ale nawet Sparta nie kupuje takich drogich zawodników, jak czasem zdarza się klubowi z Warszawy. W Czechach głównie pracuje się z młodzieżą, zwraca się u nas większą uwagę na szkolenie. Później z mniejszych klubów ci najbardziej utalentowani przeprowadzają się właśnie do Sparty albo Viktorii Pilzno, dzięki czemu te drużyny stają się tak mocne.

Czyli dość skromne, klubowe budżety wychodzą czeskim klubom na dobre.
Dokładnie, nie mamy innej możliwości, musimy pracować z młodymi zawodnikami. Wiem, jakie pieniądze są do dyspozycji działaczy Legii - żaden klub w Czechach poza Spartą nie może nawet marzyć o takiej kasie. To powoduje, że transfery schodzą na dalszy plan, a najważniejsze jest wychowywanie piłkarzy. Na przykład w klubach z takich miast, jak Ostrawa czy Ołomuniec szkolenie to podstawa działania klubu. Wszyscy młodzi zawodnicy mają tam możliwość ogrywania się w lidze. To później procentuje, gdy najbardziej utalentowani ściągani są przez Spartę czy Pilzno.

Chcecie iść w tym kierunku w Gliwicach?
Ale my już teraz idziemy w tym kierunku. Pracuję tutaj rok, w tym czasie udało nam się ściągnąć do zespołu kilku młodych, perspektywicznych i utalentowanych graczy, na przykład Rafała Leszczyńskiego i Igora Sapałę z Dolcanu Ząbki czy Martina Bukatę, który zaliczał mecze w reprezentacji do lat 21, za dwa lata może być podstawowym graczem Piasta.

Bardziej, niż ze szkolenia młodzieży, znani jesteście - przynajmniej za pana kadencji - ze ściągania mocnych, doświadczonych zawodników z Czech. Myśli pan, że gdyby nie pan, Kamil Vacek albo Martin Nespor zdecydowaliby się na przeprowadzkę do Gliwic?
Znam znakomicie tych piłkarzy, wiedziałem na co ich stać, dlatego tak o nich zabiegaliśmy. Pyta mnie pan, ile w tym mojej zasługi... Tak, wydaje mi się, że w przypadku ściągnięcia Kamila do Gliwic odegrałem ważną rolę. Nie było łatwo namówić go na tę przeprowadzkę, tym bardziej, że miał oferty z innych klubów. Dwa miesiące próbowałem go namówić na przyjazd do Polski, po tym czasie złamał się i zgodził się zwiedzić miasto i klub. Zobaczył stadion, otoczenie, dopiero wtedy zgodził się podpisać umowę.

Polska ekstraklasa ma w Czechach aż tak złą opinię, że Kamil tak mocno wzbraniał się przed przyjściem do Gliwic?
Tu nie chodzi o złą opinię! Po prostu polskiej ligi się w Czechach nie ogląda, nie zna. Szczególnie na północy, w okolicach Pragi czy Pilzna polska ekstraklasa to wielka niewiadoma. Bo jeszcze w okolicach Ostrawy ludzie mają pojęcie, wiedzą coś o waszej lidze. Ale to się zmienia. Odkąd zostałem trenerem Piasta, odkąd ściągnąłem tutaj Kamila, częściej można spotkać w mediach informacje na temat polskiej ligi. Zresztą dowodów daleko szukać nie trzeba, na pewno łatwiej było podjąć decyzję o przyjściu tutaj Ondraskowi czy Hlouskowi.

Jest w ogóle jakaś szansa, żeby zatrzymać Kamila Vacka na kolejny sezon w Gliwicach?
Rozmawialiśmy już z Kamilem o przyszłości, na ten moment nie wiemy, jak się to wszystko potoczy. Wiele zależy od różnych czynników, na przykład od tego, na którym miejscu zakończymy sezon i czy na przykład będziemy tutaj mieli możliwość walki w europejskich pucharach. W tym konkretnym przypadku ważne będzie też Euro 2016 i to, czy Kamil pojedzie na mistrzostwa Europy, czy nie pojedzie. Nie ma innego wyjścia, musimy poczekać dwa miesiące. Po prostu nie umiem panu odpowiedzieć na to pytanie, do lipca może się bardzo wiele wydarzyć.

Myślami jest już na Euro we Francji?
To już trzeba Kamila pytać. Na pewno chce bardzo pojechać na mistrzostwa, to jego wielkie marzenie i cel.

Czesi są w stanie sprawić niespodziankę na Euro?
Trafiliśmy do bardzo trudnej grupy (z Hiszpanią, Chorwacją i Turcją- przyp. PK), będzie o to strasznie ciężko. Ale z drugiej strony gdy jechałem z kadrą w 1996 roku na mistrzostwa do Anglii, zupełnie nikt w nas nie wierzył, byliśmy skazywani na pożarcie, a doszliśmy aż do finału. W tym roku mamy zespół bardzo podobny do tego, którym my walczyliśmy 20 lat temu. Nie mamy tak jak Polska wielkich gwiazd, większość kadry gra w czeskich klubach. Zobaczymy, może doczekamy się niespodzianki.

Jak daleko może zajść polska kadra?
Macie świetnych piłkarzy, Lewandowski czy Krychowiak to zawodnicy z najlepszych klubów europejskich. Spokojnie możecie być czarnym koniem.

Rozmawiał Paweł Kapusta
Obserwuj autora na Twitterze - KLIKNIJ!