Podolski dla PN: Niewielu może powiedzieć, że jest mistrzem. A ja mogę!

Z niemieckiej szatni po zwycięskim finale z Argentyną wyszedł wprawdzie w ostatniej grupie zawodników, ale za to w zdecydowanie najgłośniejszej. Sami Khedira, Mesut Oezil, Per Mertesacker i on - Łukasz Podolski - śpiewali ile tylko sił w gardłach. Jeśli w promieniu 10 kilometrów od stadionu ktokolwiek jeszcze nie wiedział o tym, że to Niemcy zostali mistrzami, dzięki ich wokalnym popisom na pewno się o tym dowiedział. Cała grupa przemknęła szybko do autokaru, żeby dalej świętować, Łukasz znalazł chwilę na rozmowę.

Pierwsze pytanie, jakie nasuwa się tuż po finale: Jakie to uczucie być mistrzem świata? Zdajesz sobie w ogóle sprawę z tego, co osiągnęliście?
To niesamowite uczucie, cieszę się bardzo! W przeszłości udało mi się zdobyć mistrzostwo Niemiec, puchary krajowe w Niemczech i Anglii, ale gdy trzyma się w końcu ten złoty puchar w ręce, uczucie jest wyjątkowe! Czuję się tak samo, jak po narodzinach mojego syna!

To najszczęśliwszy dzień w twojej karierze?
Jeśli chodzi o sprawy sportowe, na pewno jest to najszczęśliwszy dzień w moim życiu. Oczywiście najważniejsze są dla mnie osoby najbliższe, syn, rodzina, ale zaraz później jest właśnie ten puchar. Przecież w karierze zawodowego piłkarza to najważniejsze trofeum, które można zdobyć. Grę w reprezentacji zacząłem równo dziesięć lat temu, bo pierwszy mecz rozegrałem w 2004 roku. Po dziesięciu latach czekania w końcu go mam!

Z okazji finału były z wami rodziny. Od kiedy?
Moja rodzina przyleciała trzy dni przed finałem. Wcześniej było to niemożliwe, bo mój syn miał szkołę.

Ciężki ten puchar? Gdy go pan trzymał, to rękę panu trochę wyginał...
Jest trochę ciężki, ale gdy ma się go już w ręku, to nie ma to znaczenia. Wtedy się myśli tylko o tym, że udało się zdobyć coś najważniejszego i najbardziej pożądanego w życiu każdego piłkarza! Nie ma w całych Niemczech, ba, na całym świecie zbyt wielu ludzi, którzy mogą o sobie powiedzieć: „jestem mistrzem świata". A ja mogę!

W Rio de Janeiro rozmawiał,
Paweł Kapusta