Polak na końcu świata. Tak prowadzi się kadrę Afganistanu!

Odbudowa piłkarskiej reprezentacji kraju, w którym jeszcze kilkanaście lat temu stadion narodowy wykorzystywano przede wszystkim do organizacji publicznych egzekucji, a przed kilkoma miesiącami nożem ciężko raniono selekcjonera, nie może być zadaniem łatwym. Tym bardziej, że Afganistan to wciąż kraj niespokojny.


Kukesi ukarane walkowerem. Rewanż jednak się odbędzie! - KLIKNIJ!

Zadania podjął się niemiecki szkoleniowiec bośniackiego pochodzenia Slaven Skeledzic. Z naszej perspektywy temat jest o tyle ciekawy, że od kwietnia asystuje mu 23-letni Polak, Przemysław Gomułka.

Afganistan, rok 1997

Dzień, jak co dzień. Słońce wisi już wysoko nad horyzontem. Skazaniec po wysłuchaniu godzinnej lekcji Koranu, ze skrępowanymi rękoma prowadzony jest w okolice pola karnego. Tam pada na ziemię, zresztą tuż obok miejsca, w którym opiekun obiektu dawno temu wapnem wyznaczył miejsce wykonywania jedenastek. Gdy pięć tysięcy zgromadzonych na trybunach stadionu Ghazi Afgańczyków wykrzykuje wyznanie swej wiary, Talibowie odcinają oskarżonemu ręce. Kończyny spadają na ziemię, by chwilę później, ku przestrodze obserwatorów, zawisnąć na białej, lecz poplamionej krwią poprzedników poprzeczce bramki. Ot, typowy wyrok za przyłapanie kogoś na kradzieży. Następny w kolejce ma odpowiedzieć za morderstwo. Kat z odległości 11 metrów od bramki oddaje trzy strzały. Zabity pada na murawę...

Sportowej rywalizacji nie śledzono tutaj dawno. Najpierw nie pomagała radziecka interwencja i wewnętrzna zawierucha, później kolejna wojna domowa. Talibowie, którzy w 1996 roku przejęli kontrolę nad państwem i wprowadzili prawo szariatu, w sporcie upatrywali aktywności wyzwalających grzeszne emocje. Można było go uprawiać, ale przestrzegając rygorystycznych reguł. Bokserzy walczyć mogli tylko pod warunkiem posiadania... brody takiej samej długości, jak broda proroka Mahometa (co wykluczało ich udział w międzynarodowych turniejach, gdzie posiadanie brody przez bokserów jest zakazane). W piłkę, jeśli już, grać było można tylko w długich spodniach. O oficjalnych rozgrywkach wszyscy musieli zapomnieć.

Po obaleniu talibańskiego reżimu mieszkańcy Kabulu ani myśleli wykorzystywać stadion do celów sportowych. Ba, wieczorami bali się nawet spacerować w jego okolicach wierząc, że wciąż żyją tam duchy tysięcy zamordowanych ofiar poprzedniego systemu. W 2002 roku podjęto pierwszą próbę zasadzenia nowej trawy, murawa się jednak w niektórych miejscach nie ukorzeniła, bo ziemia przez pięć lat przyjęła zbyt wiele krwi. Jest to historia mająca swoje potwierdzenie w pierwszych ruchach afgańskiego rządu - jedną z jego premierowych decyzji było zlecenie pospiesznej renowacji stadionu, na którą przeznaczono 50 tysięcy dolarów. Za tę kwotę w pierwszej kolejności wymieniono metrową warstwę ziemi oraz odmalowano słupki i poprzeczki. W taki sposób zmartwychwstawał afgański futbol.

Afganistan, rok 2015

- O kwestiach historii czy polityki w ogóle nie rozmawiamy podczas zgrupowań. Liczy się tylko sport, dobre wyniki i rozwój piłkarski - mówi „Piłce Nożnej" Przemysław Gomułka, od kwietnia jeden z asystentów selekcjonera reprezentacji Afganistanu. Z Polski do Niemiec wyjechał z rodzicami po ukończeniu szkoły podstawowej. Wcześniej uczył się gry w piłkę w Wiśle Płock. - W Niemczech grałem w ligach juniorskich oraz niższych seniorskich. Postawiłem później na trenerkę, zaczynałem od szkolenia brzdąców. Dobre wyniki sprawiły, że odezwali się przedstawiciele FSV Frankfurt. Koordynatorem procesu szkolenia był tam wówczas Slaven Skeledzic, dzisiaj selekcjoner reprezentacji Afganistanu. Wziął mnie do klubu jako drugiego trenera w zespole U-15 oraz do pomocy w skautingu w regionie Wiesbaden. Dużo rozmawialiśmy na temat piłki, futbolowej filozofii. Już po trzech tygodniach pracy poznał się na mnie i zrobił ze mnie swojego asystenta w zespole U-19 - dodaje młody Polak, który ma również niemiecki paszport.

Skeledzic, który w lutym objął reprezentację Afganistanu, o Gomułce nie zapomniał. - Trener zadzwonił do mnie po trzech miesiącach. Zaprosił do współpracy: jestem teraz odpowiedzialny za analizy wideo i przygotowywanie zawodników wracających po kontuzjach. Jestem też trenerem techniki. Dostałem przy tym zapewnienie, że zostanę pełnoprawnym członkiem sztabu, czyli będę latał na wszystkie zgrupowania i mecze. Poza tym przemierzam Azję, aby obserwować i dokonywać analiz kolejnych przeciwników w kwalifikacjach mistrzostw świata.

W Afganistanie nie mieszka, nie było zresztą takiego wymogu. Ba, dotychczas nie postawił nogi na afgańskiej ziemi. Skeledzic, choć został pierwszym szkoleniowcem, także nie przeprowadził się do Kabulu. Na Wschód udaje się jednak regularnie, przynajmniej raz w miesiącu. - Selekcjoner często lata do Kabulu, bo naucza fachu trenerów zespołów młodzieżowych. Natomiast pozostali członkowie sztabu, czyli ja, fizjoterapeuta i trener bramkarzy ani razu nie byliśmy w Afganistanie - opowiada 23-latek.

- Gdy jestem na miejscu, dostaję wystarczającą ochronę. O moje bezpieczeństwo zawsze dba dwudziestu prywatnych ochroniarzy, a po kraju podróżuję podwójnie wzmacnianym, pancernym samochodem. Mieszkam w hotelu, który jest dodatkowo strzeżony i znajduje się w specjalnej strefie - mówi Skeledzic, który związał się z afgańską federacją pięcioletnim kontraktem. Ryzyko, które podjął, rozumie i akceptuje. Poprzedni selekcjoner wracając w Kabulu z wesela został zaatakowany przez nieznanych sprawców i raniony nożem. Ze szpitala wyszedł dopiero po kilku miesiącach. - Nie spotkała mnie dotychczas żadna nieprzyjemność, nie czułem się zagrożony. Ludzie są do mnie i do drużyny nastawieni bardzo przyjaźnie - dodaje szkoleniowiec.

Wszystkie mecze, w których Afganistan pełni rolę gospodarza, rozgrywane są w Iranie. Powodów jest kilka, przede wszystkim chodzi o kwestie bezpieczeństwa. - 8 września zagramy w Teheranie i naszym przeciwnikiem będzie Japonia. Słyszałem, że na stadionie ma się pojawić 100 tysięcy kibiców, wszystkie bilety mają być wyprzedane. Drugie tyle zgromadzić się może wokół obiektu - mówi Gomułka. O tym, jak bardzo Afgańczycy kochają futbol niech świadczy fakt, że podczas rozgrywanego w marcu meczu eliminacyjnego młodzieżowych mistrzostw Azji na stadionie w Teheranie zjawiło się aż 80 tysięcy kibiców, z czego 60 tysięcy przyjechało z Afganistanu. Mecz zakończył się wynikiem 6:0 dla gospodarzy. - Gdy przed ostatnim spotkaniem, który rozgrywaliśmy w Iranie, zjawiliśmy się na lotnisku, witała nas kilkutysięczna grupa kibiców. To jedna z rzeczy, która mnie najbardziej zaskoczyła: fani w Afganistanie kochają piłkę nożną, są przy tym fanatyczni, o wiele bardziej, niż ma to miejsce w Niemczech czy w Polsce.

Afgańczycy są chorzy na futbol. Do tego stopnia, że gdy bramkarz Mansur Faqiryar występujący w Niemczech w VfB Oldenburg w Regionallidze Nord został nominowany w plebiscycie na najlepszego piłkarza regionu 2013 roku, wygrał w cuglach. O internetowym głosowaniu dowiedzieli się w jego ojczyźnie i masowo oddali głosy. Wyprzedził między innymi Marcella Jansena z HSV i Maksa Kruse z Borussii M'gladbach. O sprawie dudniono we wszystkich niemieckich mediach.

Wszystkie zgrupowania również odbywają się poza granicami Afganistanu. Niedawno kadra zakończyła trzytygodniowy obóz, podczas którego trenowała i rozgrywała mecze towarzyskie w Dubaju i Bahrajnie. - Później polecieliśmy na towarzyski mecz do Laosu, a dziewięć kolejnych dni spędziliśmy w Bangladeszu. Wszystko po to, żeby jeszcze lepiej poznać drużynę. Staramy się zawsze, żeby zgrupowanie trwało dłużej, niż ma to miejsce w przypadku czołowych reprezentacji z Europy. U nas zawsze trwają co najmniej tydzień - mówi Gomułka.

Jak obrazek z puzzli

Po powołaniu afgańskiej federacji piłkarskiej przed ponad 12 laty poziom prezentowany przez reprezentację był porównywalny z poziomem drużyn z niższych lig polskich. Zespół składał się wówczas z piłkarzy mieszkających na co dzień w Afganistanie. Z upływem lat sytuacja ulegała zmianie, dzisiaj sztab szkoleniowy penetruje wszystkie ligi świata w poszukiwaniu zawodników - wojennych uchodźców bądź ich potomków. Efekt? - Prezentujemy teraz poziom pierwszej bądź drugiej ligi polskiej. Mamy w składzie jednego zawodnika z drugiej ligi holenderskiej, piłkarzy z trzeciej ligi holenderskiej, duńskiej, dużo z czwartego poziomu w Niemczech. Są także zawodnicy z pierwszej ligi tajlandzkiej, drugiej australijskiej oraz trzech z ligi afgańskiej - mówi asystent.

Przed kilkoma tygodniami Skeledzic z Gomułką zorganizowali w Niemczech zgrupowanie dla 25 zawodników, którzy nie zagrali jeszcze ani jednego meczu w reprezentacji. Pojawili się piłkarze z Danii, Szwecji, Australii i Tajlandii właśnie. Na koniec trzydniowego spotkania drużyna zagrała sparingowy mecz z niemieckim piątoligowcem, ostatecznie przegrany 1:3, co tylko może świadczyć o całkiem wysokich umiejętnościach prezentowanych przez drużyny z tego poziomu rozgrywkowego w Niemczech. Nie wynik był tu jednak najważniejszy, a możliwość przeglądu kadr.

- Inwestuję w to bardzo dużo czasu. Wraz z selekcjonerem przekopujemy internet w poszukiwaniu zawodników rozsianych po całym świecie, ale mogących reprezentować barwy Afganistanu. Takich graczy jest wielu, w różnych zakątkach świata i na różnych poziomach rozgrywkowych, nie wszyscy są jednak zainteresowani grą w afgańskiej kadrze. Przykład? W Borussii Dortmund jest Mustafa Amini, który jest pół Afgańczykiem i pół Australijczykiem, ale zdecydował się na grę dla Australii. W TSG Hoffenheim występuje z kolei Nadiem Amiri, ale on liczy na grę dla Niemiec - mówi Gomułka. Aktualnie najlepszym piłkarzem będącym do dyspozycji Skeledzicia jest Milad Salem, zatrudniony w trzecioligowym Holstein Kiel.

- Podczas treningów często musimy hamować chłopaków, bo zaangażowanie jest tak duże, że aż kości trzeszczą. Gdy raz spytałem, z czego to wynika, dostałem odpowiedź: dla kraju oddamy wszystko. Gdy słyszą hymn, przez kolejne 90 minut są jak w amoku - relacjonuje.

Marzenie o mundialu

Skeledzic przejmując reprezentację miał jeden podstawowy warunek - jego praca wyglądać miała w pełni profesjonalnie. Zaczynać trzeba było od najmniejszych szczegółów, czyli ubioru zawodników oraz sprzętu. Gomułka: - Na każdym treningu, na każdym meczu wszyscy członkowie drużyny ubrani są w jednakowe stroje, piłki na treningu są takie same, a sprzęt mamy bardzo dobrej jakości. Federacja zapewnia nam także komfortowe przeloty między państwami oraz hotele. Zresztą profesjonalizm dotyczy także mnie, bo federacja bukuje mi przeloty na drugi koniec świata, abym obserwował i analizował grę rywali w eliminacjach. Niedługo lecę na kilka dni do Japonii, żeby zobaczyć jej grę przeciwko Kambodży.

Niedawno reprezentacja Afganistanu rozpoczęła rywalizację w drugiej rundzie kwalifikacji mundialu w 2018 roku. Pierwsze dwie drużyny awansują do kolejnej rundy eliminacyjnej, poza tym bezpośrednio uzyskają promocję do mistrzostw Azji. Po rozegraniu dwóch spotkań The Lions of Khorasan zajmują trzecie miejsce w tabeli, wyprzedzają nawet Japonię, która zaliczyła na razie tylko jedno spotkanie. - W pierwszym meczu graliśmy z Syrią, przegraliśmy 0:6. Głupio więc teraz brzmią tłumaczenia, że byliśmy do tego spotkania bardzo dobrze przygotowani. Ale gdyby wyciąć z transmisji bramki, nikt by nawet nie powiedział, że ten mecz skończył się aż tak wysokim wynikiem. W pierwszej połowie Syria oddała trzy strzały, wszystkie trzy przyniosły bramki. W drugim meczu mierzyliśmy się w Kambodży. To było bardzo trudne spotkanie, na trybunach pojawiło się 65 tysięcy kibiców. Wygraliśmy 1:0 - relacjonuje Gomułka.

Wyniki, jak na krótki czas pracy Skeledzica z zespołem, Afganistan osiąga bardzo dobre. Z Laosem wygrał 2:0, a nigdy wcześniej nie udało im się wywalczyć tak dobrego wyniku z tym rywalem. Z Bangladeszem zremisował 1:1.

Nie wyniki są jednak w tym momencie najważniejsze, a rozwój. Dla ludzi z federacji bardzo ważne było, żeby narodowy zespół wypracował charakterystyczny styl gry. W Azji bardzo mało drużyn ma taki wyróżnik. - Staramy się spokojnie wyprowadzać piłkę, stawiamy na posiadanie. Nawet po wysokiej porażce z Syrią działacze nas chwalili, bo widzieli w grze głębszy zamysł. Zresztą kibice również to dostrzegli, bo zamiast żegnać gwizdami, bili nam brawo. I chyba mieli rację, ponieważ kilka dni później wygraliśmy w Kambodży. W Bangladeszu było podobnie, nawet mimo szybko straconej bramki i wody po kostki. Ostatecznie odrobiliśmy straty, gdyż graliśmy swoje - mówi Gomułka: - Normalnie pod względem sportowym nie powinniśmy mieć najmniejszych szans na zajęcie jednego z pierwszych trzech miejsc w grupie eliminacyjnej. Gdy patrzę jednak na to, ile sił wkładają w pracę z kadrą ludzie ze sztabu, ale także piłkarze, nie zdziwię się, jeśli zakończymy eliminacje nawet na drugim miejscu. Mamy wszelkie predyspozycje ku temu, by zostać czarnym koniem.

Paweł Kapusta

Artykuł został opublikowany w Tygodniku "Piłka Nożna"